Najnowsze posty



W ostatni tydzień moich wakacji wybrałam się do Trójmiasta. Był to chyba jeden z najlżejszych wyjazdów dla mojego portfela i taki był zamiar. Wrzesień nie jest porą roku sprzyjającą do opalania się i kąpieli w morskich falach naszego Bałtyku, więc tym razem postawiłam z przyjaciółką na zwiedzanie Sopotu, Gdyni i Gdańska.

Architektura Sopotu

Sopot jest przepiękną nadmorską miejscowością, która rozczula architekturą. Spacerując ulicami czułam się jak w kadrze angielskich albo francuskich filmów (nie mam pojęcia skąd takie skojarzenie). Jeżeli macie okazje warto zajechać do Sopotu, zobaczyć te urokliwe kamieniczki i spacerkiem zajść na sopockie molo!


Muzeum II wojny światowej w Gdańsku


Nowe muzeum o nietypowej architekturze (ma przypominać wbity pocisk do ziemi), zadowoli łaknących wiedzy turystów. Modernistyczne rozwiązania co do aranżacji wnętrza, interaktywne wystawy w połączeniu z treścią sprawią, że wyjdziesz z muzeum pełen wrażeń i refleksji na temat II wojny światowej. Wydawało mi się, że na ten temat wiem już prawie wszystko, ale w tym miejscu czekało na mnie miłe rozczarowanie. Jestem usatysfakcjonowana, szczególnie, że muzeum nie skupiało się tylko na kwestii polskiej podczas wojny. Nigdy nie zapomnę tego widoku: Starszy pan oglądający wraz z panią o podobnym wieku film z ostrzeliwania Westerplatte.  Staruszek opowiadał wspomnienia i historie z jego dzieciństwa na ten temat. Wzruszający  widok. 

PS: we wtorki wejście do muzeum jest bezpłatne!

Góra Gradowa

Idealne miejsce, jeżeli w obiektywie aparatu chcesz uchwycić widok na Gdańsk. Z takiej perspektywy te miasto staje się jeszcze piękniejsze. Żałuję, że nie miałam okazji wejść tam po zmroku, myślę, że widoki byłyby bardziej urokliwe. Wejście oczywiście jest bezpłatne, więc śmiało można się tam kierować.
Przy wejściu na górę trzeba się troszkę wysilić, ale naprawdę się opłaca. :)



Gdańsk Oliwa

Osiedle, które wyróżnia przepiękny park, który jest pełen zielni, stawików. Mają nawet ogród japoński- prowizoryczny, powiedziałabym, ale chyba nad tym jeszcze pracują.
 Kiedy przejdziesz spacerkiem po parku kieruj się do Katedry - ponoć to najdłuższy kościół w Polsce! Nie jest fanką architektury świątyń, ale w środku znajdują się przepiękne rzeźby, inne od tych które znam. Nawet podobizna Maryi z dzieciątkiem Bożym wygląda bardziej ludzko.





Kotka Cafe

Wracając z parku warto zajść do dość nietypowej kawiarni, w której gospodarzami są koty. Kawiarnia jest domem dla gromady, przesłodkich kociaków, które umilą ci czas przy kawce i ciastku.
Obsługa tutaj jest przesympatyczna. Dba jednocześnie o komfort zwierząt i klientów. Miejsce o przepięknym wnętrzu, przystosowanym do kocich potrzeb. Zdecydowanie ta kawiarnia wydaje się być sympatyczniejsza i bardziej profesjonalna od Miau Cafe w Warszawie. Jeżeli pojawicie się w Gdańsku musicie się wybrać tam na kawkę i ciasto - mniam!










Molo i klify - Gdynia Orłowo

Już z słynnego mola w Sopocie widać imponujące widoki z Gdyni Orłowo. Postanowiłyśmy się tam wybrać. Najbardziej klimatyczne miejsce w Trójmieście według mnie. Szum wody, promienie słońca odbijające się od morza, spacer po molu i przepiękne widoki w stronę klifów. To właśnie one zrobiły na mnie ogromne wrażenie, mogłabym siedzieć po tamtej stronie godzinami, czytać książki i przyglądać się falom. Miejsce ma potencjał jeżeli mowa o zdjęciach, dlatego jeżeli masz ze sobą aparat, szukasz pleneru - to chyba dobrze trafiłeś. Ciekawostką dla mnie było to, że niedaleko mola stał dom Stefana Żeromskiego. Ludzi bezdomnych nie trawię, ale żałuję, że nie zdecydowałyśmy się odwiedzić jego domu.








Pierożek- najlepsza pierogarnia w Gdyni

Hańbą jest, nie spróbować ryby nad polskim morzem, ale od chwili, w której znajdowałam się w Sopocie, przyjaciółka zachwycała się pierogami z Gdyni. Ponoć najlepsze jakie jadła! No ja, smakosz i miłośnik pierogów nie mogłam sobie odmówić tej wizyty. Sama pierogarnia wygląda przeuroczo. Na słynne pierogi przychodzą tłumy turystów i tutejsi. Mają tutaj pierogi gotowane, opiekane, zapiekane, na słodko, na słono, aj lista jest długa. Pierożki są przewyborne, bez żadnego kulinarnego nadęcia tylko domowej roboty. Oprócz pierogów, godna pochwały jest herbata. Nigdy nie piłam w żadnym lokalu herbaty z tak dużego kubka! Jeżeli będziecie w okolicy, albo planujcie wyjazd nad morze - musicie konieczne tam pójść. Najlepiej nic nie jeść przed wizytą bo tam się je za dwóch!



Po przeczytaniu Królowej Tearlingu miałam czytelniczego kaca. To było tak dobre, że ciężko mi było się otrząsnąć i sięgnąć po kolejną książkę. Po jakimś czasie, zakupiłam dwie dalsze części trylogii. Druga z serii, Inwazja na Tearling nie była wcale gorsza i podtrzymuje poziom swojej poprzedniczki.

Główna bohaterka oswaja się z rolą królowej, oraz mocą klejnotów. Widać, że nie panuje nad tym,  staje się bardziej impulsywna, co ma wpływ na działanie jej ukrytych mocy. Wojsko Szkarłatnej Królowej jest coraz bliżej murów Tearlingu, wrogowie rosną w siłę, a młodziutka królowa ma coraz więcej problemów.


Książce nadal towarzyszy klimat ponurego kraju celtów, jednak tym razem zostaje skonfrontowana z wizjami Kelsea, które pokazują przeszłość i tutaj jest ten element zaskoczenia. Dotychczas myślałam, że świat wykreowany przez autorkę jest osadzony w czasach średniowiecza, ale jakie było moje zaskoczenie, czytając, że przed akcją, która obecnie się toczyła,  była era elektroniki i porządek świata jaki mamy teraz. E. Johansen dobrze wykorzystała atut książki. Wyróżnia się od pozostałych, które są o podobnej tematyce, chociażby ta słynna Czerwona Królowa, która była totalną klapą.


W nietuzinkowy sposób autorka poruszyła wątki miłosne, egzystencjalne, politologiczne. Nie dość, że naprawdę przyjemnie się ją czyta, to też poszerza nasze horyzonty. Miłostki władczyni nie były w żadnym razie przesadzone, nie towarzyszyła jej dziewczęca naiwność, za co cenię tą postać. Była bystra i racjonalna nawet w sprawach sercowych, choć jej obiekt uczuć trochę namieszał w jej głowie.

Udaje się nam poznać nieco lepiej Szkarłatną Królową, jej przeszłość i motywy. Wychodzi na jaw jaką jest osobą, jakie ma cele i w co kobieta jest zamiesza, co pokazuje dlaczego człowiek wybiera życie w mroku. Poznajemy również przeszłość Buławy, która również jest wstrząsająca. Czytelnik nie może się oprzeć wrażeniu, że bohaterzy książki są bardzo ludzcy, co jest kolejnym przykładem dobrej pracy pisarki. 

Kolejny raz Erika Johansen pokazuje swoim czytelnikom, że nie jest typową pisarką wśród innych niewyróżniających się autorek. Warto sięgnąć po jej książki. Z czystym sumieniem mogę polecić wam całą serię. 

CYTATY

Technologia jest tylko na tyle skuteczna, na ile skuteczni są ludzie, którzy się nią posługują.


Aisa wiedziała, że miłość istnieje, ale jest sprawą drugorzędną. Bo miłość na pewno nie była tak namacalna jak jej miecz.


Szaleństwa młodości nie są mi obce. Ale żal potrafi ciągnąć się za człowiekiem długo po tym, jak młodość przeminie.



Od największego ruchu emigracyjnego w naszym regionie mija blisko sto lat. Bieżeństwo (bo tak nazywa się ten ciężki okres dla uchodźców) było ucieczką przeszło ponad milion ludzi, którzy zostawili cały swój dobytek, aby ratować siebie od ,,złego Niemca’’ i ruszali na wschód, do Rosji.
Aneta Prymaka Oniszk w swoim reportażu Bieżeństwo 1915. Zapomnieni uchodźcy sięga do starych kronik, pamiętników, prac historyków i fotografii , aby przybliżyć odbiorcy tragedię ludzi. Książka jest żywym, pomnikiem pamięci o tych, którzy przeżyli wyczerpującą podróż do innego świata.



Kiedy propaganda rosyjska o niebezpiecznym okupancie niemieckim dochodzi do ludności wiejskiej, przerażeni nie wiedzą co mają robić. Wahają się. Wsie, należące do katolików, których wiązało się z Polakami, byli uświadamiani, że im nic nie grozi, powinni zostać aby odbudować państwo. Ludność prawosławna (Białorusini, Ukraińcy), która zamieszkiwała podlaskie tereny przez zawirowania historyczne i zmiany granic, żyli obok Polaków, paradoksalnie czując się wypchniętym na margines społeczny. Mieli swój język, swoje problemy i wartości, a prawosławny (potocznie nazywany ruski, albo kacap) miał kompleksy widząc, że gorzej się go traktuje od katolika. Ten problem powraca wiele razy w książce A. Prymaki Oniszk. W każdym razie, ludność prawosławna za radą swoich duchownych, którzy stanowili poważany autorytet wśród chłopskiego środowiska ruszyli w kierunku Matki Rosiji, aby uciec od frontu w poszukiwaniu lepszego życia i warunków do bytowania.
Skala uchodźców przerosła wszystkich.  Ciągnący się pas drewnianych, załadowanych po brzegi wozów z końmi, biegających wokół dzieci, szlochających matek i zmęczonych mężczyzn nie miał końca. Ich tułaczka nie miała konkretnego celu. Ludzie szli przed siebie, przeżywając  dramaty rodzinne, wewnętrzne rozterki, choroby, głód i pragnienie. Na tych historiach skupiała się również autorka.





Reportaż został napisany niezwykle rzetelnie i z pasją.  Autorka opowiada historię z punktu widzenia osoby trzeciej, ale również opierała się na wspomnieniach swoich  i innych potomków bieżeńców. 
Bohaterami książki są ludzie. Ci co odeszli, ci co pamiętają, ci co pomagali.

Opisane wrażenia, wspomnienia z traumatycznej podróży uświadamiają człowieka, jak nasz byt jest kruchy. Czym naprawdę propaganda, niesprzyjający los i przemijanie.
Współczesne społeczeństwo tak bardzo skupia się na gadżetach, na wygodzie, na chorej polityce, że potrafi zapomnieć  co powinno być ważne w ich życiu.
Książka jest przykładem, jak łatwo odebrać człowiekowi  jego rzeczy, dom,  przynależność  i najbliższych.  Jest też kolejnym dowodem, jak ciekawym regionem jest  Podlasie.


Mnie książka urzekła. Was też musi.

źródło zdjęć: https://biezenstwo.pl/zdjecia-2/




Wyobraźcie sobie moi drodzy, że zostałam zaspokojona. Od dawna nie miałam w ręku tak dobrej, przemyślanej, oryginalnej książki. Mam na myśli Pachnidło Patricka Suskinda.


Pachnidło opowiada historię odgrywającą się w XVIII wieku, dokładniej we Francji. W przeludnionej, obskurnej stolicy narodził się chłopiec, który sam w sobie był już niezwykły. Jan Baptysta Grenoulie miał wyjątkowo rozwinięty zmysł węchu. Niektórych to przerażało, jednak on sam dążył do odkrycia najpiękniejszego zapachu i stworzenie pachnidła.

Książka prowadzona narracją o pięknym stylu (naprawdę dawno nie czytałam tak wyszukanego, nietuzinkowego przyjemnego dla oka słownictwa). Znajdowały się zaskakujące opisy przestrzeni i przede wszystkim zapachów, które pomagają odbiorcom wyobrazić piękno perfum, woni i aromatów, które pojawiały się w książce.

Miłym zaskoczeniem była sama kreacja bohatera. Grenoulie jawił się jako dziki pasjonat perfum i pięknych zapachów. Był szaleńcem i geniuszem zarazem. Mimo, że był to główny bohater powieści, nie odznaczał się człowieczeństwem, nie miał cech herosa, a nawet tych fundamentalnych wartości jak miłość czy przyjaźń. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że kierował się zwierzęcym instynktem aby zdobyć to czego chciał. 

Historia tego dziwnego człowieka w odległych dla nas czasach jest dobrze opowiedziana, napisana i wykreowana. Śledzimy głównego bohatera od narodzin, aż do śmierci i ani przez chwilę narrator nie pozostawia złudzeń co do natury Grenoulie. Nie da się go polubić, przez co książka jest nietypowa. 

Jak dla mnie Pachnidło jest fenomenalną książką. Nie potrafię znaleźć czegoś, co bym mogła poddać krytyce. Mogę polecić każdemu i sama na pewno wrócę do tej pasjonującej lektury.

~Cytaty~

Ludzie bowiem mogą zamykać oczy na wielkość, na grozę, na piękno, i mogą zamykać uszy na melodie albo bałamutne słowa. Ale nie mogą uciec przed zapachem

 talent jest niczym, a wszystkim jest doświadczenie które zdobywa się skromnością i pracą

 I ponad nocnym krajobrazem swej duszy poszybował do domu swego serca

 Zapach bywa niekiedy daleko bardziej przekonywujący niż słowa, błysk oczu, odczucie i wola. Perswazyjna siła zapachu jest nieodparta, wnika w nas jak powietrze do płuc, wypełnia nas, przepaja, nie można się przed nią bronić.


Już jakieś pół roku w internecie było głośno o Rupi Kaur i jej ,,tomiku poezji’’. Wszyscy zaczęli się fascynować okładką, która przeciąga odbiorców swoją estetyczną, białą grafiką na czarnym tle. Pojawił się wysyp  zdjęć z tą właśnie okładką Mleko i miód. Wszyscy chwalą autorkę, ale za każdym razem, kiedy widzę pochlebne komentarze i recenzje na blogosferze zaczynam tracić wiarę w ludzi.

Studiuję filologię polską, poświęciłam wiele godzin na poezję, rodzajów wersyfikacji, rymów i innych rzeczy, które pewnie was średnio interesują.  Hype na dobrze zapowiadającą się Mleko i miód był ogromny, więc miesiąc po polskiej premierze skusiłam się i kupiłam książkę.  Przesortowałam ją w 5 min. Skończyło się na tym, że miałam ubaw i na przystanku na głos recytowałam fragmenty z książki, które dla mnie były denne, mdłe i zwykłe.

Ktoś może poczuć się urażony i nazwać mnie ograniczoną osobę, dla której liczą się wielkie słowa pisane stylem podniosłym, gloryfikując kubek z kawą (w chwili kiedy to pisałam, piłam pyszną kawkę).  Ale sens w tym, że gloryfikując taki właśnie kubek z kawą stoimy przed artyzmem, czymś niespotykanym. Dobór słów, pomysł, symbolika, rytm i nawet te głupie rymy oraz zabawa językiem świadczy już czymś niebanalnym.
Ktoś powie: Ejże, Rupi pisze wierszem białym przecież to samo w sobie jest niebanalne!  Ja bym się nie zgodziła. Nic wykwintnego tutaj nie znajdziemy, tylko krótki, niewierszowany tekst krzepiący serca naiwnych i smutnych nastolatek.  Brakuje jeszcze hashtagu: #tmblrgirl#sadgirl .


Jedyne, co mnie pociesza to piękna oprawa graficzna książki, która towarzyszy tym krótkim tekstom.  Stanowią pewną podpowiedź jak interpretować wiersze, chociaż z drugiej strony odwraca uwagę od tekstu, który jest i tak krótki. 

Rupi Kaur nie zaskoczyła mnie niczym  i chociaż w polskiej wersji  językowej nie znajduje nic do głębszej analizy, pewnej zadumki, której jednak wymagam od wierszy,  to może w wersji anglojęzycznej lepiej to się czyta.  Autorka wraz z jej dziełem szybko wpłynęła na morze rynku wydawniczego, rozwinęła żagle i brnęła coraz głębiej. Myślę, że pójdzie tak samo szybko na dno.

Mleko i miód jest dowodem, że dobry marketing i szata graficzna zrobią swoje, a tłum naiwnych istot to kupi, przeczyta i będzie uważało się za miłośników poezji bo przeczytało jeden (atfu) tomik wierszy.

PS: Oh żeby nie było, że wylewam dzban hejtu na biedną autorkę, to dodam, że książkę zabrałam na wydział i pokazałam swoim kolegom. Mieli ten sam pogląd co ja, a ubaw jeszcze większy.


W końcu zaczęły się wakacje! Zdałam wszystkie egzaminy, pierwszy rok studiów za mną i mogę się cieszyć wolnymi dniami. No, może nie do końca, bo pracuję, ale to będzie produktywne spędzony czas, który przeznaczę głównie na bloga. Abstrahując od tego, dzisiejszy wpis będzie o moich urodzinowych prezentach, a właściwie co kupiłam za bony upominkowe. Lubicie takie posty (sama je lubię u innych blogerów), więc do konkretów.

~1~
Rok Królika - Joanna Bator




Od wydawnictwa:

Autorka bestsellerowych romansów historycznych Julia Mrok kieruje się dwoma pragnieniami: rozkoszy i opowieści. By je zaspokoić, z nikim się nie liczy i nie zważa na skutki swoich poczynań, ale kiedy posuwa się za daleko, w końcu musi zniknąć z własnego życia. 

Zmienia tożsamość i wygląd, opuszcza swoich dwóch kochanków. Z Warszawy wyjeżdża do Ząbkowic Śląskich – miasteczka, do którego bardziej pasuje dawna nazwa Frankenstein. Wszechobecna atmosfera grozy zagęszcza się zwłaszcza w jedynym hotelu w mieście, gdzie uciekinierka postanawia wynająć pokój. Jego tajemnicza właścicielka, Wiktoria Frankowska, prowadzi w nim spa „Pod Królikiem”. Potworna tajemnica, jaka wiąże się z tym miejscem sprawi, że Julia Mrok będzie musiała na nowo zmierzyć się ze swoją przeszłością i podjąć decyzje, które po raz kolejny odmienią jej życie.


Ode mnie: 


Autorkę, czyli Joannę Bator znam dzięki książce ,,Rekin z Parku Yayogi'', która skradła moje dziapaniz heart. Tak czy inaczej Bator mnie nie zawiodła, a z tą pozycją zwlekałam dosyć długo. Nie byłam pewna zakupu, ale jak już trafiła się okazyjna cena, to czemu nie?





~2~

Cesarz Ośmiu Wysp - Liam Hearn





Od wydawnictwa:


Ambitny władca zostawia swojego bratanka na pewną śmierć i przejmuje jego ziemie.

Uparty ojciec zmusza młodszego syna, żeby oddał swoją żonę starszemu bratu.
Tajemnicza kobieta szuka pięciu ojców dla swoich dzieci.
Potężny kapłan ingeruje w sprawy sukcesji Lotosowego Tronu.

To tylko jedne z licznych splątanych nici tych opowieści, które autorka umiejscowiła w mitycznej średniowiecznej Japonii, zamieszkałej przez wojowników i zabójców, opiekuńcze i złe duchy. 

„Cesarz Ośmiu Wysp” Lian Hearn to doskonale skonstruowana powieść, pełna dramatyzmu i intryg. A to dopiero początek opowieści o Shikanoko...


Ode mnie:


No nie mogłam nie kupić tej książki. Sam fakt, że akcja odgrywa się w Japonii, pojawiają się jakieś duchy, sprawia, że tym razem to może być majstersztyk dla mojej duszy łaknąca wszystkiego co jest związane z Krajem Kwitnącej wiśni. Poza tym, czytałam pochlebne komentarze m.in od Leona Zabookowca. 




~3~

Król cieni - Eve De Castro




Od wydawnictwa:

Król Ludwik XIV buduje Wersal – symbol potęgi Francji i jej władcy. Buduje go jednak cudzymi rękami; tysiące ludzi pracują w nędzy przy wznoszeniu pałacu, z pełną świadomością tego, że historia o nich zapomni – że żyją w cieniu i już zawsze w nim pozostaną. Nine La Vienne i Batiste le Jongleur są takimi dwoma „cieniami”. Nie zamierzają jednak bezradnie poddać się losowi, na jaki ich skazano. Postanawiają wyjść z niebytu i przestają biernie przyglądać się przepychowi, z którego arystokracja korzysta kosztem ich hańby. Fascynująca opowieść o szalonym poszukiwaniu sprawiedliwości, wolności i miłości, w atmosferze zakulisowych tajemnic państwa Burbonów i niesamowitych zwrotów akcji.



Ode mnie:


Od momentu, kiedy obejrzałam dwa sezony  Wersal: prawo krwi, zaczęłam się interesować postacią Ludwika XIV, jego pałacem i historią, która miała tam miejsce. Książkę kupiłam z czystej ciekawości i mam nadzieję, że się nie zawiodę...





~4~

Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy. - Aneta Prymaka-Oniszk 





Od wydawnictwa: 


Lato 1915 roku. Armia rosyjska pod naporem wroga wycofuje się z Królestwa Polskiego i zachodnich krańców Imperium. „Niemiec będzie babom cycki obcinał” – niesie się po wsiach. Spod Lublina, Chełma, Łomży, Ostrołęki, a nawet Warszawy obładowane wozy ruszają w głąb Rosji. Z obszarów na wschód od Białegostoku wyjeżdża nawet osiemdziesiąt procent mieszkańców. Wędrują w skwarze, bez wody i jedzenia. Niemieckie samoloty bombardują wojsko, nie szczędząc uciekinierów. Przy drogach zostają mogiły, część ciał leży niepogrzebana. Wybuchają epidemie. Masowo umierają dzieci.


Bieżeńcy – tak po rosyjsku nazywają uciekinierów carskie władze – są rozwożeni po całej Rosji. Gdy we wsiach gdzieś na Syberii czy nad Donem z trudem budują nowe życie, wybucha rewolucja, niszcząc pozostałe filary „odwiecznego porządku”: carską władzę i religię. Bieżeńcy znowu ruszają w drogę, teraz w drugą stronę, do odrodzonego Państwa Polskiego. Powrót przynosi kolejne „końce świata”.

Z terenu Polski wyjechać mogły ponad dwa miliony osób, ale o bieżeństwie milczą podręczniki. Opowieść ocalają potomkowie bieżeńców. To historia, którą można opowiadać z wielu perspektyw: ludzi postawionych w ekstremalnej sytuacji, chłopów, których świat ginie na ich oczach, wreszcie – uchodźców, uciekinierów, ofiar kolejnych wojen.


Ode mnie: 


Omawiałam tą książkę na zajęciach (choć mieliśmy przeczytać tylko 100 stron). Autorka wygrała podlaski konkurs literacki w tym roku. Ta książka jest skarbnicą dla mojego pokolenia, szczególnie z tych stron - z Podlasia. Uświadamianie ludzi o takich ruchach, masakrach jest istotne by ocalić wspomnienia i człowieka od zapomnienia. To był bardzo dobry zakup, już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją czytać, a uwierzcie mi, kolejka jest dłuuuga.





~5~

Niesamowita Słowiańszczyzna - Maria Janion





Od wydawnictwa:


Maria Janion w Niesamowitej Słowiańszczyźnie pokazuje, jak wyparta świadomość naszych pogańsko-słowiańskich korzeni naznacza polską literaturę i tożsamość. Bywa – jak dowodzi – że słowiański mit grzęźnie w panslawistycznych lub nacjonalistyczno-faszystowskich pułapkach.

Autorka tworzy nową, alternatywną opowieść o polskiej historii, literaturze i wyobraźni. Uświadamia nam, jak mocno tkwimy w zamkniętym kręgu niższości i wyższości, który przeradza się w narodową figurę totalnej niemożności i wiecznej szarpaniny między Wschodem a Zachodem.


Ode mnie:


Od jakiegoś czasu do moich zainteresowań dołączyłam kulturę Słowian, w tym mitologię. Czytałam strony internetowe,książki badające mitologię i kulturę Słowian (w ramach zajęć). Przeczytałam średniej klasy Szeptuchę, obejrzałam gameplay Wiedźmina na kanale Remigiusza. Ta pozycja na pewno wzbogaci moją wiedzę, bo w końcu książki od tego są. (już widzę jak połowa booksfery dostaje szoku). 





~6~

Wiedźmin I: Ostatnie życzenie - Andrzej Sapkowski 





Od wydawnictwa:


Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz.


Białowłosego przywiodło do miasta królewskie orędzie: trzy tysiące orenów nagrody za odczarowanie nękającej mieszkańców Wyzimy strzygi.

Takie czasy nastały. Dawniej po lasach jeno wilki wyły, teraz namnożyło się rozmaitego paskudztwa – gdzie spojrzysz, tam upiory, bazyliszki, diaboły, żywiołaki, wiły i utopce plugawe. A i niebacznie uwolniony z amfory dżinn, potrafiący zamienić życie spokojnego miasta w koszmar, się trafi.

Tu nie wystarczą zwykłe czary ani osinowe kołki. Tu trzeba zawodowca.
WIEDŹMINA.
Mistrza magii i miecza. Tajemną sztuką wyuczonego, by strzec na świecie moralnej i biologicznej równowagi.


Ode mnie:
W końcu mam okazję sięgnąć po polskie, dobre fantasy. Najpierw obejrzałam filmy z gry, a uniwersum Wiedźmina wciągnął mnie na tyle, że chciałam poznać opowiadania Sapkowskiego. Wiem, że się nie zawiodę, tylko czy spodoba mi się bardziej od gry?




~7~

Tatarka - Renata Kosin





Od wydawnictwa:


Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.

W noc świętojańską, pełną ludowej magii i wróżb, Ksenia plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by rzucić go w nurt Biebrzy i poznać odpowiedzi na zapisane w sercu pytania. 
Nie jest to jednak tak proste, jak by się wydawało. Podlaska zielarka zdradza stare sekrety, tatarska fałdżejka odprawia własne uroki… Za ich sprawą ścieżki, którymi podąża Ksenia, plączą się coraz mocniej. 
Na szczęście stary dworek w Bujanach – otoczony kwiatami, aromatycznymi ziołami i dobrą energią – daje Ksenii siłę, by podążać drogą, którą wiedzie ją intuicja.
Poprzez pełne uroku podlaskie krajobrazy, w otoczeniu prastarych słowiańskich zaklęć i w towarzystwie oryginalnych przyjaciół, ekscentrycznej babki i ciemnookiego Tatara, Ksenia zbliża się do rozwiązania sekretu swojej rodziny. 
Odnalezienie właściwej drogi pozwoli Kseni na dotarcie do najpilniej strzeżonych tajemnic, a odkrycie kart rodzinnej historii przyniesie jej duszy ukojenie, a sercu przywróci jego właściwy rytm.


Ode mnie:


Wybór tej książki bym prawdziwym spontanem. Fakt, że studiuję filologię polską (o specjalizacji promocja regionu), nie pozwoliło mi przejść obok tej książki obojętnie. Widać tutaj motyw z mitologii słowiańskiej,sielankowy obraz wsi,  a o kwestii Tatarów mało wiem, więc stwierdziłam, że to wspaniała okazja by w przyjemny sposób dowiedzieć się co nieco. Jestem naprawdę ciekawa tej książki. Oby była dobra, bo okładka wygląda jak ściągnięty obraz z Google rodem wzięty z książek Michalak.




~8~

Bestiariusz słowiański - Paweł Zych, Witold Vargas






Od wydawnictwa: 


Studiując rodzime baśnie, podania i legendy, odnosimy nieodparte wrażenie, iż nasi przodkowie kochali niesamowite opowieści.

(…) Przez setki lat historii naszego kraju powstał olbrzymi, barwny i ludny świat polskich wierzeń ludowych. Pięknie ilustrowany przez Pawła Zycha i Witolda Vargasa Bestiariusz jest skromną próbą zilustrowania tego bogactwa i ukazania choćby jego części współczesnemu Czytelnikowi. Zapraszamy do podróży śladami opowieści naszych przodków, mitów pełnych słowiańskiej magii tak rzadko obecnej we współczesnej polskiej kulturze.


Ode mnie:

Wzięłam ją do domu z powodów estetycznego wydania, ale też dlatego, że skoro zaczęłam się interesować Słowianami, to jak na prawdziwego zapaleńca przestało - powinnam mieć Bestiariusz! Szata graficzna jest prześliczna, a treść jest przeplatana z mitologicznymi postaciami. Czytania może dużo nie będzie, ale warto taką pozycję mieć u siebie na półce.


~9~
89 wierszy- Zbigniew Herbert



Ode mnie: Twórczość Herberta zaczęła mnie intrygować od klasy maturalnej, kiedy to miałam styczność z  wierszem ,,U wrót doliny''. Mam słabość do klasyki, dlatego zażyczyłam sobie na urodziny coś z wierszy Zbigniewa Herberta. Jak patrzyłam spis treści, utwory są pogrupowane tematycznie co mnie niezmiernie cieszy bo będę mogła się wczuć w klimat. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po tomik wierszy, podumać, wgryźć się, popłakać. 

Kiedy byłam brzdącem, który pół dnia biegał po podwórku z innymi dzieciakami, wracałam do domu zniechęcona do domu faktem, że trzeba iść spać. Wybawieniem były bajki, które mi czytano do snu. Wybór był wprawdzie szeroki, ale miałam swoje ulubione bajeczki, które katowałam co wieczór.

Baśnie Andersena


Nadal na swojej półce mam stare wydanie (1974 r.) Christiana Andersena. Z tą książką najczęściej miałam do czynienia i umilały mi czekanie na sen. Pamiętam do dziś Calineczkę, Brzydkie kaczątko, Królową śniegu i Nowe Szaty Cesarza.

Baśnie tysiąca jednej nocy


Zdaję sobie sprawę, że oryginalnie te baśnie są przesiąknięte przemocą i erotyką, ale wersje dla dzieci naprawdę są ciekawe. Pamiętam, że ta książka była cudownie wydana i oprawiona w różową, sztywną okładkę z orientalnymi zdobieniami. Tekstowi w środku towarzyszyły kolorowe ilustracje, w których już za dzieciaka wyczuwało się ten orientalizm (choć wtedy się nie wiedziało co to jest).
Oprócz istoty wizualnej, opowiadań mało pamiętam, bo tylko Alibabe i Alladyna.

Bajki na kasetach magnetofonowe



Bajki braci Grimm i Charlesa Perraulta są jedne z najpopularniejszych bajek w Europie i nie da się ukryć, że są najciekawsze, najłatwiejsze w odbiorze dla kilkulatka. Poza książkami, w jakiś magiczny sposób byłam posiadaniu dwa opakowania nagrań na kasetkach bajek od Braci Grimm. To była magia mojego dzieciństwa, kiedy włączałam w radiu kolorowe kasetki z Czerwonym Kapturkiem, Jasiem i Małgosią, Sinobrodym, Trzema Świnkami i mogłam odgrywać opowiadane sceny za pomocą zabawek.

Martynka

Tą serię zaczęłam czytać już sama w podstawówce. Ładne ilustracje i nieskomplikowana fabuła i przystosowany język do młodych odbiorców sprawił, że przeczytałam prawie wszystkie książeczki z tej serii.

Wiersze Brzechwy i Tuwima


Oj tak, zdecydowanie dobrze się bawiłam czytając te króciutkie wierszyki. Pochwalić się mogę, że brałam udział w konkursach recytatorskich i nawet jakieś miejsce dostałam, dyplom gdzieś się kurzy, ale nie jestem wstanie go znaleźć. Obecnie jestem na etapie zachłyśnięcia się geniuszem Juliana Tuwima i jego ogólną twórczością!

A wy, macie jakieś woje ulubione baje z dzieciństwa? Dajcie znać w komentarzach, to motywuje, kiedy widzę wasze zainteresowanie. :)