Najnowsze posty





Każda mama w oczach swojego małego dziecka jest super bohaterką. Po drodze, gdy dorastamy ten obraz się zmienia i nie raz były awantury, kłótnie i łzy. Jednak to mamusia. Kobietka, która zawsze cię chce przytulić do swojego serca. Zawsze stanie po twojej stronie, a najważniejsze dla niej jest twoje dobro. Ta życiowa prawda została skondensowana przez literaturę, a motyw matki często pojawia się książkach. To jest już coś na rzeczy, prawda? 

Matka jak Lwica 

Tutaj powinna się wam kojarzyć Cersei z Gry o Tron. Królowa, matka trójki dzieci, która w ich obronie i dla ich dobra stawała się drapieżną lwicą. Oglądając serial, czy czytając książkę Georga R.R Martin jej postać była ostra jak brzytwa, bardzo pewna siebie i przy tym niebezpieczna. Może dlatego los ją pokarał śmiercią trójki dzieci. Cersei miała dwie maski. Pierwsza to bezwzględna władczyni, a druga to kochająca matka-królowa. Skoro jesteśmy przy GOT...

Wilczyca z Północy 

Catelyn Stark i jej śmierć w serialu najbardziej mnie porusza (team stark). Królowa północy jawiła mi się jako silna, kochająca matka, która była zdolna unieść ból, który towarzyszył jej widząc bękarta przy swoich dzieciach. Stworzyła wraz z mężem wspaniałą rodzinę, zapewniła liczne potomstwo. 
Mimo północnego wiatru, chłodu w ich królestwie, matczyne serce Catelyn rozgrzewało Winterfell.

Najsławniejsza matka literatury popularnej

Wiadomo, że chodzi o Lilly Potter. Seria książek zapisała się do kanonu, a o Harrym Potterze wie każdym. Jego rodzicielka pojawiała się we wspomnieniach ludzi jako wrażliwa, delikatna i subtelna kobieta. Jej dobroć była na tyle silna, że zdołała przebić serce Severusa Snape'a. Postać Lilly Potter i jej tragiczna, jednakże heroiczna śmieć w obronie potomka porusza wszystkich. J.K. Rowling wydobyła esencję matczynej miłości. 

Matka gangu Weasley'ów

Matka Polka. Trzymała swoją liczną rodzinkę w pionie. Molly kojarzy mi się z taką typową, mentalną Grażyną. Ona jak wszystkie bohaterki dzisiejszego wpisu, dbała najpierw o dobro dzieci. Chciała każdemu zapewnić byt i wykształcenie. Molly Weasley to taka pocieszna maciora, która niby potulna, ale w obronie swoich warchlaków umie dać w kość. Dziwne porównanie, ale wybaczcie, dosyć późna godzina...

Ellysa Glynn

Władczyni Tearlingu, która nie do końca grzeszyła inteligencją. Piękna królowa podpisała pakt śmierci na swoim królestwie, a swoją córkę (główną bohaterkę) skryła w lesie. Mowa tu o Kelsea i Królowej Tearlingu. Matka głównej bohaterki popełniła wiele błędów, a we dwie były całkowicie od siebie różne. Jasne było jedno- Ellysa kochała swoje dziecko nad życie. 

Słowiańska Matka Ziemi

Mokosz pojawiła się w ,,Nocy Kupały'' Bereniki Miszczuk. Bogini,czczona przez fanatyków, upatrzyła sobie Gosławę za swoją faworytę i od tego momentu zaczęła uprzykrzać jej życie. 
To taki typ matki, która wtrąca swojego nochala i jest przekonana, że wie najlepiej co trzeba dziecku. W wykonaniu Miszczuk, postać Mokosz wyglądała nieco komicznie, a jej wątek dopiero zaczął się rozwijać.


Chciałam w ten sposób złożyć hołd wszystkim mamusiom, mamom, mamciom i matkom. Jesteście bohaterkami dnia codziennego. Jesteście cudowne. Nic dziwnego, że często o was piszą. A Wy, Moi drodzy czytelnicy, złożyliście życzenia swoim mamom z okazji ich święta?


Dokładnie dzisiaj mija 2 lata mojej tułaczki po blogosferze. Wszystko zaczęło się od Nocy Muzeów w moim mieście Białystok i wsparciu mojej koleżanki z liceum (Aniu, buziaczki). Nigdy nie sądziłam, że dotrwam aż tyle i znajdę siebie w tym miejscu.

Fakt faktem mam za sobą kilka przeprowadzek na inne platformy i dzięki pomocy Marka (odwalił kaaawał super roboty i jestem mega wdzięczna mu za to), strona Mądrej Blondynki ma taki, a nie inny wygląd.

Za tym wszystkim kryją się ludzie, bo dzięki wsparciu przyjaciół nie zostawiłam tego na pastwę losu i dalej piszę. Czapki z głów ludziom, którzy z jakiegoś powodu tu przywędrowali i co jakiś czas czytają moje wypociny. Czasem lepsze, czasem gorsze. Z ręką na sercu jestem wdzięczna za każdą nabitą cyferkę w wyświetleniach, mimo tego, że nie zawsze piszę regularnie, ale cóż, takie życie aktywnego studenta.

Napisałam dla was 51 postów, a w w tym:

  • 27 recenzji
  • 9 artykułów
  • 4 wpisów z serii Blondynka podróżuje
  • 8 wpisów lifestylowych 
Dla inny blogerów to może być skandalem, ale ja w sumie jestem zadowolona. Teraz może być tylko lepiej!

mój twór Mądra Blondynka ma już 2 lata! Ta złotowłosa maniaczka książek i abstrakcyjnych spostrzeżeń na temat ludzi i czytelnictwa przestała raczkować. W końcu zaczęła stawiać małe, staranne kroczki ku podbojowi blogosfery (a co, mogę sobie pomarzyć).
Dzięki Wam wszystkim, że daliście mi szansę tworzyć swój kawałek internetu i dzielić się dobrymi książkami oraz pięknymi zdjęciami (idzie mi coraz lepiej, chyba mam nowe hobby). Dziękuję za możliwość poznania ciekawych osób z blogosfery, za obserwacje, za komentarze. Za wszystko.
Dziękuję, też sobie - No Monika, nie spartoliłaś tego. Dobra Robota!

PS: Skoro się zrobiło tak ckliwie to zapraszam na mojego snapchata i instagrama. Będziecie mieli mnie jeszcze więcej:




Aby odpowiedzieć na pytanie ,,Czym jest miłość'' sięgano po wszelakie metafory i wir symbolów. 
Ewald Arenz autor ,,Zapach czekolady'' pokazał mi romantyczną miłość, namiętność i tęsknotę dzięki aromatowi składników czekolady. Nie sądziłam, że na pozór banalna historia, może okazać się dla mnie powodem do wzruszenia. 

Fabuła Arenza toczy się w 1881 roku w moim wymarzonym Wiedniu. Głównym bohaterem jest August - były żołnierz, który przyjmuje posadę u wuja w manufakturze czekolady. August nie jest przeciętnym mężczyzną. Mimo swojej męskości i typowych cech dla żołnierza, jest sentymentalny, który objawia się przez wyczulony zapach. Przez to jego życie jest pasmem rertrospekcji do m.in. lat dzieciństwa. Już na samym początku spotyka młodą kobietę, która wyróżnia się spośród innych i zaczyna się awantura. Znacie te powiedzenie: ''Kto sie czubi ten się lubi''?  W tym przypadku było identycznie.

Tajemnicza i charakterna nieznajoma miała imię Elena, która z biegiem stron była Augustowi bliska. 
Niebanalny romans zacząwszy od kłótni, długich spacerów po Wiedniu i wciągających opisów krajobrazu (a trzeba umieć zaciekawić czytelnika takimi opisami) zaowocował namiętnością, która została skonsumowana, a autor stanął na wysoki zadania i przedstawił nam piękny, poetycki obraz ich miłości, za pomocą zapachu i smaku słodyczy. 


Jednak nie tak kończy się historia kochanków. Elena zamieszana w zniknięcie swojego męża i tragiczny pożar. Co tak naprawdę stało się z ukochaną naszego bohatera? Nie zdradzę wam, musicie się sami przekonać! August po utracie ukochanej cierpiał katusze, a jego zmysły szalały. Jego ból towarzyszył mojej lekturze, za to własnie kocham romantyzm. W każdym razie, ta strata przeobrażono w bodziec i August pamiętając zapach Eleny zaczął tworzyć wyjątkowe czekoladki, które jak zarzeka się tył okłady ,,Doprowadzał Wiedeń do ekstazy''.  


,,Zapach czekolady'' to sentymentalna podróż do Wiednia i jednej z najciekawszych epok. Podróż, która uczy nas inaczej postrzegać świat, kochać, tęsknić, uczyć się na błędach, i daje ważną lekcję, że błędy w przeszłości odbijają się na naszą teraźniejszość. 
Jestem zauroczona książką. To naprawdę była dobra lektura i wyjątkowo bardzo mnie pochłonęła, bo przeczytałam ją w jakieś 5 godziny ( w między czasie były przerwy na spacer z psem, obiad, itp). Musicie wiedzieć, że jak na mnie to dobry wynik, bo jestem ślimaczym czytelnikiem (ugh nienawidzę ślimaków). Jeżeli w internecie i świecie literackim mówi się, że ta książka jest godnym zastępcą ,,Pachnidła'' to boję się czytać tamtej.

Najlepsze cytaty:

,,-Jak to się dzieję, że trucizna tak dobrze pachnie? - Spytała Elena sennym głosem. Obudziła się, poparła brodę dłońmi i popatrzyła na niego. W powietrzu nadal unosił się zapach gorzkich migdałów.
-Może w tym, co piękne, zawsze musi być trochę z truciny''

,,Może niektóre zapachy ą wyłącznie pokarmem dla duszy?''

,,człowiek nie należy do drugiego człowieka tylko dlatego, że go kocha''


Nigdy nie sądziłam, że polubię książkowe sagi. Zazwyczaj byłam bardzo zdystansowana do takich pozycji, a wszystko za sprawą ,,Czerwonej Królowej'' Victori Aveyard, czy serii  ,,Zmierzch''.

Na instagramie znalazłam wiele fotek z przepiękną okładką ,,Królowej Tearlingu'' Eriki Johansen. Najładniejsza okładka jaką widziałam, skradła me serduszko i zamówiłam ją w internetach. Kiedy przyszła, od razu za nią się wzięłam i chociaż trochę mi to zajęło (wina studiów i mojego lenistwa) aby stwierdzić, że Królowa Tearlingu jest moją ulubioną serią!

Przede wszystkim warto podkreślić, że to nie jest typowa, szablonowa historia o pięknej księżniczce, która zasiada na tronie, znajduje księcia z bajki i zaczyna się love story. Nie! W moim mniemaniu to intrygująca, błyskotliwa, momentami zabawna, mroczna historia, która cholernie wciąga.
Nie każdemu się spodoba, są poruszane kwestie społeczne, polityczne, a nawet religijne, a tło historyczne sięga do średniowiecza (przynajmniej na to wygląda, bo wprost nie jest o tym powiedziane).


Powieść skupia się na młodej Kelsea Glynn, która będąca następczynią tronu, została wychowana w ukryciu. Teraz za pomocą straży królewskiej, na czele której stał Buława, próbuje odzyskać co należy do niej i przywrócić świetność swojemu królestwu. Tym samym naraża się Szkarłatnej Królowej, która jest niczym wiedźma, a pragnie jedynie śmierci młodej księżniczki.
Myślę, że kluczowa jest kreacja głównej bohaterki, bowiem autorka nie zrobiła tego co inne koleżanki i koledzy po fachu. Nie było idealizacji jej urody, wdzięków. Kelsea była bystra, uwielbiała książki, jednak nie była ślicznym Kopciuszkiem. Postać młodziutkiej królowej zyskała w moich oczach na autentyczności, zresztą uroda w zarządzaniu krajem miała nie wiele wspólnego.

Niebezpieczna rzeczywistość Tearlingu i losy bohaterów są na tyle wciągające, na swój sposób oryginalne, że doganiają takie klasyki jak Gra o Tron. Nie tylko ja musiałam dostrzec potencjał autorki i jej powieści, bo krążą plotki, że ma powstać film na podstawie książki i oczywiście Kelsea ma zagrać Emma Watson i swoją drogą, ostatnio głośno jest o tej dziewczynie. 


Królowa Tearlingu to nie tylko ładna okładka. To fundamentalna walka o dobro i ład w kraju. To walka młodej dziewczyny ze stereotypami i staroświeckimi zwyczajami swoich poddanych. To walka o wolność. Czy Kelsea Glynn i jej oddani słudzy wygrają? Przekonam się w następnych tomach.

Najlepsze cytaty z książki:

,,Nawet książka może być niebezpieczna w niepowołanych rękach, a gdy tak się dzieje, wina spada na tego, kto ją trzyma, ale książkę należy wówczas przeczytać.''

,,Prawdziwego bohatera poznaje się po tym, że najbardziej heroicznych czynów dokonuje w tajemnicy.''






Jak pamiętacie biorę udział w wyzwaniu. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na ten temat, to odsyłam was tutaj.
Na pierwszy ogień poszedł Orwell i jego 1984 z przyczyn takich, że od dawna chciałam go przeczytać. Książka czekała na mnie na półce już od grudnia i w końcu miałam okazję by spenetrować jej kartki.


W świecie gdzie od dawna nie okazywało się uczuć, przeszłość została zamazana, a dzieci to małe, wredne kapusie, żył sobie Winston. Mężczyzna średniego wieku wśród szarej, bezmyślnej masy czcząca swojego wodza staje się indywidualną jednostką, co już zagraża jego życiu i jest na celowniku Policji Myśli. Co może bardziej pogrążyć jego beznadziejną sytuację? Miłość. Wątek miłosny w książce Orwella był ciężki. Nie opierał się on na skrajnych uczuciach i wzruszających wyznaniach. To uczucie, które w tym uniwersum było surowo zakazane było otępiałe. Nie mówiono wprost o seksie, kiedy Winston leżał w negliżu obok Juli. Jednak sam fakt, że zakazane uczucie rozkwitło podczas szerzonej propagandy czyni ją romantyczną. 

Historia opowiadana z perspektywy głównego bohatera stopniowo nabiera rozpędu. Autor musiał dokładnie opisać świat, aby wyczuć ten antyutopijny klimat. W dzisiejszych czasach niepojęte byłoby by istnienie takiego kraju, gdzie obywatele są inwigilowani za pomocą prymitywnych ekranów i myśli, nie ma przyzwolenia na miłość, rodziny są zakładane w celu poszerzania partii, nie ma szeroko rozumianej wolności, a język jest coraz bardziej okrajany.


Co do języka i tworzenie nowomowy, to jest ciekawy zabieg. Mianowicie krajem w 1984 rządziła jedna partia podzielona na mniejsze departamenty (np.: Miłości, Literatury itp).  Powstawanie nowomowy polegało na okrojeniu słów, co w efekcie dawało ubogi język, niską świadomość językową, oraz ograniczało myślenie obywateli.

Czytając książkę, miałam wrażenie, że reprezentowany pogląd pokazywał aluzję w stronę byłego ZSRR, a dzisiejszej Rosji, lub Korei Północnej. Książka niesie ze sobą niesamowite przesłanie i apel o wolność. Jest przestrogą jak totalitaryzm i reżim terroryzuje ludzką psychikę i mentalność. Była to wspaniała, wymagająca lektura, która jestem moją perełką na śnieżnobiałej półce.

Na sam koniec, wasze ulubione cytaty:

,,Jeśli chce się zachować tajemnicę, należy ukryć ją nawet przed sobą.''



,,Wojna to pokój.
Wolność to niewola.
Ignorancja to siła.''



,,Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym.''


,,Ale jednocześnie jakaś cząstka jej umysłu wierzyła w szansę stworzenia sobie tajemniczego świata, w którym można żyć, jak się tylko zapragnie.''


,,Skoro zdecydowaliśmy się być wolnymi ludźmi, musimy postawić znak równości między życiem a śmiercią.''


,,- Czy Wielki Brat istnieje?
- Oczywiście, że istnieje. Partia istnieje, a Wielki Brat to ucieleśnienie Partii.
- Czy istnieje w ten sam sposób co ja?
- Ty nie istniejesz.''





Jestem na blogosferze wystarczająco długo, by znaleźć swoich ulubieńców wśród internetowych twórców, takich jak ja. Warto zwrócić uwagę, że nie czytam byle co. Jestem wymagającym czytelnikiem, długie posty mnie niesamowicie nudzą (wzrokowiec łaknie fociszków, nawet tych laikowych, ale praktyka czyni mistrza). Gotowi? To super. Zaczynamy!

1.

Wbrew pozorom autorem nie jest chłopak (tym bardziej o imieniu Leon). Blog jest naprawdę interesujący, dzięki podejmowanym tematom, dobrym książkom i przede wszystkim autorce. Z Klaudią udało mi się zapoznać właśnie przez blogosferę i mamy wiele podobnych poglądów na świat literatury i rynek wydawniczy. Widać, że nie zależy jej na korzyściach w postaci książek, reklamie, czy nawet pieniędzy. W każdym razie to nie jest jej priorytetem. Nie znajdziecie tutaj chamskich reklam, recenzji bez polotu. Warto tutaj zaglądać.

2.


Przyjemny skrawek internetu, gdzie rządzą dwie siostry (głównie jedna z nich - Alicja), które połączyła miłość do książek. Cieszę się, że to nie jest szablonowy blog z szablonowymi książkami, które są nic nie warte. Nie. Wchodząc tutaj zachwycam się zdjęciami. Panuje aura spokoju, dobrej lektury i trafnych komentarzy na temat książek. Oprócz bloga, jest również kanał na YT, który podbił moje serduszko i mocno kibicuje Alicji w promowaniu dobrej lektury.  


3. 

Ten gościu zawsze mnie rozbrajał swoimi tekstami, ironią i sarkazmem. Oprócz tego, że walczy z tytułowym kacem, to czyta książki, a z racji tego, że kolega po fachu (ten sam kierunek studiów) to i temaciki ciekawe i książki dobre. Od jakiegoś czasu śledzę Kaca i wyróżnia się na tle innych blogów, przede wszystkim swoim stylem pisania. Nie znalazłam takiego, drugiego delikwenta!

4. 

Karolina poświęciła swoje miejsce w internecie na komentowaniu swojego otoczenia jak nazwa bloga wskazuje - z dużą dozą ironii. Podróżuje, studiuje, ogląda, czyta i pisze. Nie ma u niej nudy, oj nie. Fakt, że miała przeprowadzkę na innego bloga, ale teraz zaczęła odważnie i ciekawie. Wróżę jej kariery dziennikarki, takiej jak sobie wymarzyła, bo pisanie nie sprawia jej żadnego problemu, a tematami potrafi sypnąć jak z rękawa. 



6.

Wbrew temu, że nasze gusta czytelnicze się różnią, to lubię tu zaglądać. Sama nazwa jest zaskakująca (pozytywnie), a moja blond połówka mózgu krzyczy (Wow wow Wiliam Shakespeare, fajne odniesie sę do ,,Hamleta'', już ją lubię). Nie tylko nazwa jest pomysłowa i kreatywna. Zdjęcia również odgrywają swoją rolę w tej całości. W każdym razie czytam i polecam. Choć wiadomo, nasze zdania potrafią być odmienne. To wspaniałe, że jest pole do rozmowy o literaturze, bo ją się nie tylko powinno czytać. Trzeba umieć o niej rozmawiać.

7. 

Ten blog odkryłam stosunkowo niedawno. Cenię autorkę za trafne spostrzeżenia, promowanie ciekawych i dobrych książek ale przede wszystkim- kultury. Na stronie znajdziecie recenzje książek, filmów, oraz cykl ,,bajderka kulturalna''. Niezwykle inspirująca autorka i non stop mi przypomina, że nie umiem zorganizować sobie czas na czytanie i jak bardzo człowiek potrafi być szczęśliwy kiedy posiada kota.


PS: wszyscy autorzy posiadają FP, jeżeli chcesz poznać ich bliżej, to zachęcam do buszowania po Facebooku, na pewno ich znajdziecie

PS2: Niedługo będą również polecane bookstagramy!



Ten tytuł jest mi i jak zapewne wam dobrze znany. Po filmie wzorowanym na kultowej, disneyowskiej bajce spodziewałam się okazji do krytyki kolejnej, amerykańskiej produkcji. 

 Ku mojemu zdziwieniu historia była na tyle wciągająca, a za razem wzruszająca, że zapomniałam o swoich niecnych planach.

Mimo, że fabuła jest mi doskonale znana, a film pod tym względem się nie różnił, to ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem były piosenki! Przede wszystkim dlatego, że oglądałam wersję z dubingiem. Zawsze byłam zwolenniczką napisów, śmiałam się z polskich wersji, ale gdy usłyszałam przepiękne utwory, śpiewane przez polskich śpiewaków operowych to za każdym razem miałam ciarki. Przysięgam! 

Przyczyną takiej reakcji jest emocjonalność, którą było czuć podczas oglądania. Szczególnie solowy utwór śpiewany przez bestię. 


Możecie zarzucić, że to tylko puste słowa, jednak, żeby nie rzucać słów na wiatr, w domu przesłuchałam piosenki w wersji angielskiej. Czapki z głów, ale nasi rodacy lepiej zaśpiewali. 

Wydaje się, że film był kierowany do młodszego odbiorcy, bo propagowano wartości takie jak miłość, odwaga, szczerość i ogłada w dość naiwny sposób. Akcja była dosyć schematyczna i przewidywalna, choć musical (bo taką kategorię można mu nadać) rządzi się innymi prawami.

Warto też zwrócić uwagę na obsadę! Takie gwiazdy jak Emma Watson, Ewan McGregor, Luke Evans czy Kevin Kline nadały więcej atrakcyjności. Nazwiska nie są tylko reklamą, aktorzy naprawdę zagrali dobrze, bo hollywoodzkie filmy dla dzieci i młodzieży mierzy się inną miarą i tutaj nie powinno się stawiać dużych wymagań.

Podczas seansu nie da się nie zwrócić uwagi na czarnoskórych aktorów. Reżyser sprytnie chciał ukryć przekaz na temat tolerancji w filmie, bo pojawiły się nawet nawiązania do gejów. Pytanie czy to aby konieczne? W momencie było w niesmak oglądać aluzje do miłości gejowskiej, a gdy widziało się czarnoskórych aktorów to miałam wrażenie jak reżyser szeptał: O pacz to czarni ludzie, bądź tolerancyjny, widzisz ile tam było czarnoskórych, wow oni mieli jakąś pozycję w społeczeństwie, wow wow. 

To był z pewnością magiczny film, szczególnie dobrze wspominam pobyt Belli w zamku bestii. Bliźniacza fabuła pokazuje lenistwo ze strony zarządu Disney (wątpię, że to był oryginalny pomysł reżysera). Stroje, tańce, muzyka i przede wszystkim piosenki zabierają nas do dziecięcych lat. Do animacji, w których oprócz brutalności, ukrytego dna, dominował śpiew. Ja mimo niektórych niedociągnięć, na siłę propagowanych wartości, wyszłam dwukrotnie z seansu zadowolona. Do tej pory słucham sountracków z filmu i to z polskiej wersji językowej! To mi uświadamia jakich mamy wspaniałych śpiewaków. Polecam każdemu, mam nadzieję, że wzruszy was tak samo jak mnie.