Najnowsze posty




Z miesiąca na miesiąc moje wyzwanie nabiera rozpędu. Kolejna książka, którą miałam przyjemność pochłonąć była jak czekoladowe ciasteczko - wciągające, pyszne i stanowczo za małe. Folwark Zwierzęcy, kolejne dzieło spod pióra Georga Orwella, które postanowiłam uwzględnić w moim wyzwaniu jest bezapelacyjnie majstersztykiem swojego kowala.

Książka jest niedługim opowiadaniem, którego akcja dzieje się w Anglii. Widzimy typową farmę pełną zwierząt: kur, kaczek, koni, bydła, owiec, psów i świń a ich właściciel jest przygnębionym pijaczyną. Orwell wykreował szary, ponury świat w jakim to główną role grają zwierzęta, które pragną stworzyć własną utopie bez śladu człowieka.

Czytając, od razu wyczuwałam nawiązania do komunizmu, rewolucji w Rosji i tego strasznego ustroju. Orwell wprowadził w nas w brutalny świat ludzkich idei i kłamstw, który zetknął się z dzikością zwierząt, wyrwaną z rąk ,,nic wartego człowieka''.

Same zwierzęta i ich hierarchia była przemyślana, odzwierciedlała cechy ludzi np.: pracowitość, inteligencja, pasywność, chytrość, poświęcenie;

Orwell nie mówi wprost, którego bohatera mamy lubić. Brnąc coraz dalej w opowiadanie sami odkrywamy kto kim jest, to trzyma wodze, kto jest pachołkiem, kto jest dobry, a kto nie.

Podczas lektury może nam towarzyszyć złość, żal, podekscytowanie. Ale czy to właśnie oto chodzi w dobrych książkach, aby wywierały na nas emocje, impuls do zastanowienia się nad otaczającym nas światem?


Na sam koniec, co uwielbiacie - cytaty!


Człowiek jest jedynym stworzeniem, które konsumuje, niczego nie produkując. Nie daje mleka, nie znosi jaj, jest zbyt słaby, by ciągnąć pług, nie potrafi dogonić królika. A jednak jest panem wszystkich zwierząt. Zapędza je do pracy, przydziela minimalne ilości pożywienia, by nie głodowały, a resztę zatrzymuje dla siebie.'
Czy nie jest zatem, towarzysze, jasne jak słońce, że całe zło naszego życia ma przyczynę w tyranii człowieka?
Normalność nie jest kwestią statystyki.


Już jakieś pół roku w internecie było głośno o Rupi Kaur i jej ,,tomiku poezji’’. Wszyscy zaczęli się fascynować okładką, która przeciąga odbiorców swoją estetyczną, białą grafiką na czarnym tle. Pojawił się wysyp  zdjęć z tą właśnie okładką Mleko i miód. Wszyscy chwalą autorkę, ale za każdym razem, kiedy widzę pochlebne komentarze i recenzje na blogosferze zaczynam tracić wiarę w ludzi.

Studiuję filologię polską, poświęciłam wiele godzin na poezję, rodzajów wersyfikacji, rymów i innych rzeczy, które pewnie was średnio interesują.  Hype na dobrze zapowiadającą się Mleko i miód był ogromny, więc miesiąc po polskiej premierze skusiłam się i kupiłam książkę.  Przesortowałam ją w 5 min. Skończyło się na tym, że miałam ubaw i na przystanku na głos recytowałam fragmenty z książki, które dla mnie były denne, mdłe i zwykłe.

Ktoś może poczuć się urażony i nazwać mnie ograniczoną osobę, dla której liczą się wielkie słowa pisane stylem podniosłym, gloryfikując kubek z kawą (w chwili kiedy to pisałam, piłam pyszną kawkę).  Ale sens w tym, że gloryfikując taki właśnie kubek z kawą stoimy przed artyzmem, czymś niespotykanym. Dobór słów, pomysł, symbolika, rytm i nawet te głupie rymy oraz zabawa językiem świadczy już czymś niebanalnym.
Ktoś powie: Ejże, Rupi pisze wierszem białym przecież to samo w sobie jest niebanalne!  Ja bym się nie zgodziła. Nic wykwintnego tutaj nie znajdziemy, tylko krótki, niewierszowany tekst krzepiący serca naiwnych i smutnych nastolatek.  Brakuje jeszcze hashtagu: #tmblrgirl#sadgirl .


Jedyne, co mnie pociesza to piękna oprawa graficzna książki, która towarzyszy tym krótkim tekstom.  Stanowią pewną podpowiedź jak interpretować wiersze, chociaż z drugiej strony odwraca uwagę od tekstu, który jest i tak krótki. 

Rupi Kaur nie zaskoczyła mnie niczym  i chociaż w polskiej wersji  językowej nie znajduje nic do głębszej analizy, pewnej zadumki, której jednak wymagam od wierszy,  to może w wersji anglojęzycznej lepiej to się czyta.  Autorka wraz z jej dziełem szybko wpłynęła na morze rynku wydawniczego, rozwinęła żagle i brnęła coraz głębiej. Myślę, że pójdzie tak samo szybko na dno.

Mleko i miód jest dowodem, że dobry marketing i szata graficzna zrobią swoje, a tłum naiwnych istot to kupi, przeczyta i będzie uważało się za miłośników poezji bo przeczytało jeden (atfu) tomik wierszy.

PS: Oh żeby nie było, że wylewam dzban hejtu na biedną autorkę, to dodam, że książkę zabrałam na wydział i pokazałam swoim kolegom. Mieli ten sam pogląd co ja, a ubaw jeszcze większy.

Bardzo długo zwlekałam z kontynuacją wyzwania, choć o nim pamiętałam. Natłok obowiązków i niedokończone książki sprawiły, że  odsunęłam swoje postanowienie na bok. Jednak wracam  z nie byle czym!

Grzechy Hetmańskie zostały napisanie przez Józefa Ignacego Kraszewskiego, wybitnego pisarza i historyka, który podjął się wielu tematu historycznych w swoich powieściach (najbardziej póki co, jestem zainteresowana Kwiatem paproci i Starą baśnią). 


Treść opowiada o losach Jana Klemensa Branickiego - jednego z najbardziej wpływowych magnatów w Polsce, rezydujący w Białymstoku. Hetman przyczynił się do rozwoju i promocji sztuki teatralnej oraz samego miasta Białystok- mojego miasta. Równolegle poznajemy Beatę, która została wdową. Kobieta żyje ubogo, a nadzieję pokłada w synie - Teodorze. Młodzian ukończył nauki, wrócił do matki, a sam Branicki chciał, aby ten zaczął z nim współpracować.

Świetnie napisana powieść, oprócz ciekawej historii skupiała w sobie istotne opisy miejsc z dawnego Białegostoku i Choroszczy. Opisane ogrody, huczne bale, strzelanie fajerwerków i słynne imieniny Branickiego, na które przybywały najważniejsze postacie ówczesnej Polski (np.Stanisław August Poniatowski, brat żony Branickiego, jednak kontakt gospodarza z królem były dosyć skomplikowane z powodu rywalizacji o tron, przeciwne obozy władzy. Oprócz króla, zawitał Ignacy Krasicki, reszta magnaterii, inni sławni poeci m.in. Franciszek Karpiński). 

Barwne opisy miejsc, strojów, obyczajów, balów jest solidną podstawą do badania historii Wersalu Podlasia (ciekawostka: Pałac Branickich był i nadal jest przepiękną budowlą z zespołem ogrodowym. Co prawda w czasie zawirowań wojennych, utracił swój autentyczny wygląd, jednak nadal kusi swoim przepychem, a ówcześni nazywali pałac właśnie Wersalem, jako odpowiednik oryginalnej siedziby Ludwika XIV). Przebieg fabuły nie jest w całości poparty na faktach, jednak wcześniej wymieniane opisy były autentyczne, gdyż wuj Kraszewskiego brał udział w uroczystościach Branickiego.

Książka jest kopalnią złota dla miłośników historii, dla tych, którzy interesuje polskie Oświecenie i kultura szlachecka. Ja miałam okazję przeczytać tą nietuzinkową powieść z przyjemnością, mimo, że w gruncie rzeczy posłużyła mi do celów naukowych. 




W końcu zaczęły się wakacje! Zdałam wszystkie egzaminy, pierwszy rok studiów za mną i mogę się cieszyć wolnymi dniami. No, może nie do końca, bo pracuję, ale to będzie produktywne spędzony czas, który przeznaczę głównie na bloga. Abstrahując od tego, dzisiejszy wpis będzie o moich urodzinowych prezentach, a właściwie co kupiłam za bony upominkowe. Lubicie takie posty (sama je lubię u innych blogerów), więc do konkretów.

~1~
Rok Królika - Joanna Bator




Od wydawnictwa:

Autorka bestsellerowych romansów historycznych Julia Mrok kieruje się dwoma pragnieniami: rozkoszy i opowieści. By je zaspokoić, z nikim się nie liczy i nie zważa na skutki swoich poczynań, ale kiedy posuwa się za daleko, w końcu musi zniknąć z własnego życia. 

Zmienia tożsamość i wygląd, opuszcza swoich dwóch kochanków. Z Warszawy wyjeżdża do Ząbkowic Śląskich – miasteczka, do którego bardziej pasuje dawna nazwa Frankenstein. Wszechobecna atmosfera grozy zagęszcza się zwłaszcza w jedynym hotelu w mieście, gdzie uciekinierka postanawia wynająć pokój. Jego tajemnicza właścicielka, Wiktoria Frankowska, prowadzi w nim spa „Pod Królikiem”. Potworna tajemnica, jaka wiąże się z tym miejscem sprawi, że Julia Mrok będzie musiała na nowo zmierzyć się ze swoją przeszłością i podjąć decyzje, które po raz kolejny odmienią jej życie.


Ode mnie: 


Autorkę, czyli Joannę Bator znam dzięki książce ,,Rekin z Parku Yayogi'', która skradła moje dziapaniz heart. Tak czy inaczej Bator mnie nie zawiodła, a z tą pozycją zwlekałam dosyć długo. Nie byłam pewna zakupu, ale jak już trafiła się okazyjna cena, to czemu nie?





~2~

Cesarz Ośmiu Wysp - Liam Hearn





Od wydawnictwa:


Ambitny władca zostawia swojego bratanka na pewną śmierć i przejmuje jego ziemie.

Uparty ojciec zmusza młodszego syna, żeby oddał swoją żonę starszemu bratu.
Tajemnicza kobieta szuka pięciu ojców dla swoich dzieci.
Potężny kapłan ingeruje w sprawy sukcesji Lotosowego Tronu.

To tylko jedne z licznych splątanych nici tych opowieści, które autorka umiejscowiła w mitycznej średniowiecznej Japonii, zamieszkałej przez wojowników i zabójców, opiekuńcze i złe duchy. 

„Cesarz Ośmiu Wysp” Lian Hearn to doskonale skonstruowana powieść, pełna dramatyzmu i intryg. A to dopiero początek opowieści o Shikanoko...


Ode mnie:


No nie mogłam nie kupić tej książki. Sam fakt, że akcja odgrywa się w Japonii, pojawiają się jakieś duchy, sprawia, że tym razem to może być majstersztyk dla mojej duszy łaknąca wszystkiego co jest związane z Krajem Kwitnącej wiśni. Poza tym, czytałam pochlebne komentarze m.in od Leona Zabookowca. 




~3~

Król cieni - Eve De Castro




Od wydawnictwa:

Król Ludwik XIV buduje Wersal – symbol potęgi Francji i jej władcy. Buduje go jednak cudzymi rękami; tysiące ludzi pracują w nędzy przy wznoszeniu pałacu, z pełną świadomością tego, że historia o nich zapomni – że żyją w cieniu i już zawsze w nim pozostaną. Nine La Vienne i Batiste le Jongleur są takimi dwoma „cieniami”. Nie zamierzają jednak bezradnie poddać się losowi, na jaki ich skazano. Postanawiają wyjść z niebytu i przestają biernie przyglądać się przepychowi, z którego arystokracja korzysta kosztem ich hańby. Fascynująca opowieść o szalonym poszukiwaniu sprawiedliwości, wolności i miłości, w atmosferze zakulisowych tajemnic państwa Burbonów i niesamowitych zwrotów akcji.



Ode mnie:


Od momentu, kiedy obejrzałam dwa sezony  Wersal: prawo krwi, zaczęłam się interesować postacią Ludwika XIV, jego pałacem i historią, która miała tam miejsce. Książkę kupiłam z czystej ciekawości i mam nadzieję, że się nie zawiodę...





~4~

Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy. - Aneta Prymaka-Oniszk 





Od wydawnictwa: 


Lato 1915 roku. Armia rosyjska pod naporem wroga wycofuje się z Królestwa Polskiego i zachodnich krańców Imperium. „Niemiec będzie babom cycki obcinał” – niesie się po wsiach. Spod Lublina, Chełma, Łomży, Ostrołęki, a nawet Warszawy obładowane wozy ruszają w głąb Rosji. Z obszarów na wschód od Białegostoku wyjeżdża nawet osiemdziesiąt procent mieszkańców. Wędrują w skwarze, bez wody i jedzenia. Niemieckie samoloty bombardują wojsko, nie szczędząc uciekinierów. Przy drogach zostają mogiły, część ciał leży niepogrzebana. Wybuchają epidemie. Masowo umierają dzieci.


Bieżeńcy – tak po rosyjsku nazywają uciekinierów carskie władze – są rozwożeni po całej Rosji. Gdy we wsiach gdzieś na Syberii czy nad Donem z trudem budują nowe życie, wybucha rewolucja, niszcząc pozostałe filary „odwiecznego porządku”: carską władzę i religię. Bieżeńcy znowu ruszają w drogę, teraz w drugą stronę, do odrodzonego Państwa Polskiego. Powrót przynosi kolejne „końce świata”.

Z terenu Polski wyjechać mogły ponad dwa miliony osób, ale o bieżeństwie milczą podręczniki. Opowieść ocalają potomkowie bieżeńców. To historia, którą można opowiadać z wielu perspektyw: ludzi postawionych w ekstremalnej sytuacji, chłopów, których świat ginie na ich oczach, wreszcie – uchodźców, uciekinierów, ofiar kolejnych wojen.


Ode mnie: 


Omawiałam tą książkę na zajęciach (choć mieliśmy przeczytać tylko 100 stron). Autorka wygrała podlaski konkurs literacki w tym roku. Ta książka jest skarbnicą dla mojego pokolenia, szczególnie z tych stron - z Podlasia. Uświadamianie ludzi o takich ruchach, masakrach jest istotne by ocalić wspomnienia i człowieka od zapomnienia. To był bardzo dobry zakup, już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją czytać, a uwierzcie mi, kolejka jest dłuuuga.





~5~

Niesamowita Słowiańszczyzna - Maria Janion





Od wydawnictwa:


Maria Janion w Niesamowitej Słowiańszczyźnie pokazuje, jak wyparta świadomość naszych pogańsko-słowiańskich korzeni naznacza polską literaturę i tożsamość. Bywa – jak dowodzi – że słowiański mit grzęźnie w panslawistycznych lub nacjonalistyczno-faszystowskich pułapkach.

Autorka tworzy nową, alternatywną opowieść o polskiej historii, literaturze i wyobraźni. Uświadamia nam, jak mocno tkwimy w zamkniętym kręgu niższości i wyższości, który przeradza się w narodową figurę totalnej niemożności i wiecznej szarpaniny między Wschodem a Zachodem.


Ode mnie:


Od jakiegoś czasu do moich zainteresowań dołączyłam kulturę Słowian, w tym mitologię. Czytałam strony internetowe,książki badające mitologię i kulturę Słowian (w ramach zajęć). Przeczytałam średniej klasy Szeptuchę, obejrzałam gameplay Wiedźmina na kanale Remigiusza. Ta pozycja na pewno wzbogaci moją wiedzę, bo w końcu książki od tego są. (już widzę jak połowa booksfery dostaje szoku). 





~6~

Wiedźmin I: Ostatnie życzenie - Andrzej Sapkowski 





Od wydawnictwa:


Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz.


Białowłosego przywiodło do miasta królewskie orędzie: trzy tysiące orenów nagrody za odczarowanie nękającej mieszkańców Wyzimy strzygi.

Takie czasy nastały. Dawniej po lasach jeno wilki wyły, teraz namnożyło się rozmaitego paskudztwa – gdzie spojrzysz, tam upiory, bazyliszki, diaboły, żywiołaki, wiły i utopce plugawe. A i niebacznie uwolniony z amfory dżinn, potrafiący zamienić życie spokojnego miasta w koszmar, się trafi.

Tu nie wystarczą zwykłe czary ani osinowe kołki. Tu trzeba zawodowca.
WIEDŹMINA.
Mistrza magii i miecza. Tajemną sztuką wyuczonego, by strzec na świecie moralnej i biologicznej równowagi.


Ode mnie:
W końcu mam okazję sięgnąć po polskie, dobre fantasy. Najpierw obejrzałam filmy z gry, a uniwersum Wiedźmina wciągnął mnie na tyle, że chciałam poznać opowiadania Sapkowskiego. Wiem, że się nie zawiodę, tylko czy spodoba mi się bardziej od gry?




~7~

Tatarka - Renata Kosin





Od wydawnictwa:


Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.

W noc świętojańską, pełną ludowej magii i wróżb, Ksenia plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by rzucić go w nurt Biebrzy i poznać odpowiedzi na zapisane w sercu pytania. 
Nie jest to jednak tak proste, jak by się wydawało. Podlaska zielarka zdradza stare sekrety, tatarska fałdżejka odprawia własne uroki… Za ich sprawą ścieżki, którymi podąża Ksenia, plączą się coraz mocniej. 
Na szczęście stary dworek w Bujanach – otoczony kwiatami, aromatycznymi ziołami i dobrą energią – daje Ksenii siłę, by podążać drogą, którą wiedzie ją intuicja.
Poprzez pełne uroku podlaskie krajobrazy, w otoczeniu prastarych słowiańskich zaklęć i w towarzystwie oryginalnych przyjaciół, ekscentrycznej babki i ciemnookiego Tatara, Ksenia zbliża się do rozwiązania sekretu swojej rodziny. 
Odnalezienie właściwej drogi pozwoli Kseni na dotarcie do najpilniej strzeżonych tajemnic, a odkrycie kart rodzinnej historii przyniesie jej duszy ukojenie, a sercu przywróci jego właściwy rytm.


Ode mnie:


Wybór tej książki bym prawdziwym spontanem. Fakt, że studiuję filologię polską (o specjalizacji promocja regionu), nie pozwoliło mi przejść obok tej książki obojętnie. Widać tutaj motyw z mitologii słowiańskiej,sielankowy obraz wsi,  a o kwestii Tatarów mało wiem, więc stwierdziłam, że to wspaniała okazja by w przyjemny sposób dowiedzieć się co nieco. Jestem naprawdę ciekawa tej książki. Oby była dobra, bo okładka wygląda jak ściągnięty obraz z Google rodem wzięty z książek Michalak.




~8~

Bestiariusz słowiański - Paweł Zych, Witold Vargas






Od wydawnictwa: 


Studiując rodzime baśnie, podania i legendy, odnosimy nieodparte wrażenie, iż nasi przodkowie kochali niesamowite opowieści.

(…) Przez setki lat historii naszego kraju powstał olbrzymi, barwny i ludny świat polskich wierzeń ludowych. Pięknie ilustrowany przez Pawła Zycha i Witolda Vargasa Bestiariusz jest skromną próbą zilustrowania tego bogactwa i ukazania choćby jego części współczesnemu Czytelnikowi. Zapraszamy do podróży śladami opowieści naszych przodków, mitów pełnych słowiańskiej magii tak rzadko obecnej we współczesnej polskiej kulturze.


Ode mnie:

Wzięłam ją do domu z powodów estetycznego wydania, ale też dlatego, że skoro zaczęłam się interesować Słowianami, to jak na prawdziwego zapaleńca przestało - powinnam mieć Bestiariusz! Szata graficzna jest prześliczna, a treść jest przeplatana z mitologicznymi postaciami. Czytania może dużo nie będzie, ale warto taką pozycję mieć u siebie na półce.


~9~
89 wierszy- Zbigniew Herbert



Ode mnie: Twórczość Herberta zaczęła mnie intrygować od klasy maturalnej, kiedy to miałam styczność z  wierszem ,,U wrót doliny''. Mam słabość do klasyki, dlatego zażyczyłam sobie na urodziny coś z wierszy Zbigniewa Herberta. Jak patrzyłam spis treści, utwory są pogrupowane tematycznie co mnie niezmiernie cieszy bo będę mogła się wczuć w klimat. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po tomik wierszy, podumać, wgryźć się, popłakać. 

Kiedy byłam brzdącem, który pół dnia biegał po podwórku z innymi dzieciakami, wracałam do domu zniechęcona do domu faktem, że trzeba iść spać. Wybawieniem były bajki, które mi czytano do snu. Wybór był wprawdzie szeroki, ale miałam swoje ulubione bajeczki, które katowałam co wieczór.

Baśnie Andersena


Nadal na swojej półce mam stare wydanie (1974 r.) Christiana Andersena. Z tą książką najczęściej miałam do czynienia i umilały mi czekanie na sen. Pamiętam do dziś Calineczkę, Brzydkie kaczątko, Królową śniegu i Nowe Szaty Cesarza.

Baśnie tysiąca jednej nocy


Zdaję sobie sprawę, że oryginalnie te baśnie są przesiąknięte przemocą i erotyką, ale wersje dla dzieci naprawdę są ciekawe. Pamiętam, że ta książka była cudownie wydana i oprawiona w różową, sztywną okładkę z orientalnymi zdobieniami. Tekstowi w środku towarzyszyły kolorowe ilustracje, w których już za dzieciaka wyczuwało się ten orientalizm (choć wtedy się nie wiedziało co to jest).
Oprócz istoty wizualnej, opowiadań mało pamiętam, bo tylko Alibabe i Alladyna.

Bajki na kasetach magnetofonowe



Bajki braci Grimm i Charlesa Perraulta są jedne z najpopularniejszych bajek w Europie i nie da się ukryć, że są najciekawsze, najłatwiejsze w odbiorze dla kilkulatka. Poza książkami, w jakiś magiczny sposób byłam posiadaniu dwa opakowania nagrań na kasetkach bajek od Braci Grimm. To była magia mojego dzieciństwa, kiedy włączałam w radiu kolorowe kasetki z Czerwonym Kapturkiem, Jasiem i Małgosią, Sinobrodym, Trzema Świnkami i mogłam odgrywać opowiadane sceny za pomocą zabawek.

Martynka

Tą serię zaczęłam czytać już sama w podstawówce. Ładne ilustracje i nieskomplikowana fabuła i przystosowany język do młodych odbiorców sprawił, że przeczytałam prawie wszystkie książeczki z tej serii.

Wiersze Brzechwy i Tuwima


Oj tak, zdecydowanie dobrze się bawiłam czytając te króciutkie wierszyki. Pochwalić się mogę, że brałam udział w konkursach recytatorskich i nawet jakieś miejsce dostałam, dyplom gdzieś się kurzy, ale nie jestem wstanie go znaleźć. Obecnie jestem na etapie zachłyśnięcia się geniuszem Juliana Tuwima i jego ogólną twórczością!

A wy, macie jakieś woje ulubione baje z dzieciństwa? Dajcie znać w komentarzach, to motywuje, kiedy widzę wasze zainteresowanie. :)





Każda mama w oczach swojego małego dziecka jest super bohaterką. Po drodze, gdy dorastamy ten obraz się zmienia i nie raz były awantury, kłótnie i łzy. Jednak to mamusia. Kobietka, która zawsze cię chce przytulić do swojego serca. Zawsze stanie po twojej stronie, a najważniejsze dla niej jest twoje dobro. Ta życiowa prawda została skondensowana przez literaturę, a motyw matki często pojawia się książkach. To jest już coś na rzeczy, prawda? 

Matka jak Lwica 

Tutaj powinna się wam kojarzyć Cersei z Gry o Tron. Królowa, matka trójki dzieci, która w ich obronie i dla ich dobra stawała się drapieżną lwicą. Oglądając serial, czy czytając książkę Georga R.R Martin jej postać była ostra jak brzytwa, bardzo pewna siebie i przy tym niebezpieczna. Może dlatego los ją pokarał śmiercią trójki dzieci. Cersei miała dwie maski. Pierwsza to bezwzględna władczyni, a druga to kochająca matka-królowa. Skoro jesteśmy przy GOT...

Wilczyca z Północy 

Catelyn Stark i jej śmierć w serialu najbardziej mnie porusza (team stark). Królowa północy jawiła mi się jako silna, kochająca matka, która była zdolna unieść ból, który towarzyszył jej widząc bękarta przy swoich dzieciach. Stworzyła wraz z mężem wspaniałą rodzinę, zapewniła liczne potomstwo. 
Mimo północnego wiatru, chłodu w ich królestwie, matczyne serce Catelyn rozgrzewało Winterfell.

Najsławniejsza matka literatury popularnej

Wiadomo, że chodzi o Lilly Potter. Seria książek zapisała się do kanonu, a o Harrym Potterze wie każdym. Jego rodzicielka pojawiała się we wspomnieniach ludzi jako wrażliwa, delikatna i subtelna kobieta. Jej dobroć była na tyle silna, że zdołała przebić serce Severusa Snape'a. Postać Lilly Potter i jej tragiczna, jednakże heroiczna śmieć w obronie potomka porusza wszystkich. J.K. Rowling wydobyła esencję matczynej miłości. 

Matka gangu Weasley'ów

Matka Polka. Trzymała swoją liczną rodzinkę w pionie. Molly kojarzy mi się z taką typową, mentalną Grażyną. Ona jak wszystkie bohaterki dzisiejszego wpisu, dbała najpierw o dobro dzieci. Chciała każdemu zapewnić byt i wykształcenie. Molly Weasley to taka pocieszna maciora, która niby potulna, ale w obronie swoich warchlaków umie dać w kość. Dziwne porównanie, ale wybaczcie, dosyć późna godzina...

Ellysa Glynn

Władczyni Tearlingu, która nie do końca grzeszyła inteligencją. Piękna królowa podpisała pakt śmierci na swoim królestwie, a swoją córkę (główną bohaterkę) skryła w lesie. Mowa tu o Kelsea i Królowej Tearlingu. Matka głównej bohaterki popełniła wiele błędów, a we dwie były całkowicie od siebie różne. Jasne było jedno- Ellysa kochała swoje dziecko nad życie. 

Słowiańska Matka Ziemi

Mokosz pojawiła się w ,,Nocy Kupały'' Bereniki Miszczuk. Bogini,czczona przez fanatyków, upatrzyła sobie Gosławę za swoją faworytę i od tego momentu zaczęła uprzykrzać jej życie. 
To taki typ matki, która wtrąca swojego nochala i jest przekonana, że wie najlepiej co trzeba dziecku. W wykonaniu Miszczuk, postać Mokosz wyglądała nieco komicznie, a jej wątek dopiero zaczął się rozwijać.


Chciałam w ten sposób złożyć hołd wszystkim mamusiom, mamom, mamciom i matkom. Jesteście bohaterkami dnia codziennego. Jesteście cudowne. Nic dziwnego, że często o was piszą. A Wy, Moi drodzy czytelnicy, złożyliście życzenia swoim mamom z okazji ich święta?


Dokładnie dzisiaj mija 2 lata mojej tułaczki po blogosferze. Wszystko zaczęło się od Nocy Muzeów w moim mieście Białystok i wsparciu mojej koleżanki z liceum (Aniu, buziaczki). Nigdy nie sądziłam, że dotrwam aż tyle i znajdę siebie w tym miejscu.

Fakt faktem mam za sobą kilka przeprowadzek na inne platformy i dzięki pomocy Marka (odwalił kaaawał super roboty i jestem mega wdzięczna mu za to), strona Mądrej Blondynki ma taki, a nie inny wygląd.

Za tym wszystkim kryją się ludzie, bo dzięki wsparciu przyjaciół nie zostawiłam tego na pastwę losu i dalej piszę. Czapki z głów ludziom, którzy z jakiegoś powodu tu przywędrowali i co jakiś czas czytają moje wypociny. Czasem lepsze, czasem gorsze. Z ręką na sercu jestem wdzięczna za każdą nabitą cyferkę w wyświetleniach, mimo tego, że nie zawsze piszę regularnie, ale cóż, takie życie aktywnego studenta.

Napisałam dla was 51 postów, a w w tym:

  • 27 recenzji
  • 9 artykułów
  • 4 wpisów z serii Blondynka podróżuje
  • 8 wpisów lifestylowych 
Dla inny blogerów to może być skandalem, ale ja w sumie jestem zadowolona. Teraz może być tylko lepiej!

mój twór Mądra Blondynka ma już 2 lata! Ta złotowłosa maniaczka książek i abstrakcyjnych spostrzeżeń na temat ludzi i czytelnictwa przestała raczkować. W końcu zaczęła stawiać małe, staranne kroczki ku podbojowi blogosfery (a co, mogę sobie pomarzyć).
Dzięki Wam wszystkim, że daliście mi szansę tworzyć swój kawałek internetu i dzielić się dobrymi książkami oraz pięknymi zdjęciami (idzie mi coraz lepiej, chyba mam nowe hobby). Dziękuję za możliwość poznania ciekawych osób z blogosfery, za obserwacje, za komentarze. Za wszystko.
Dziękuję, też sobie - No Monika, nie spartoliłaś tego. Dobra Robota!

PS: Skoro się zrobiło tak ckliwie to zapraszam na mojego snapchata i instagrama. Będziecie mieli mnie jeszcze więcej: