Podlaski Festwial Anime edycja 5

By | 02:16 2 comments
Nie ma co tu kryć, na tej imprezie jestem od samego początku, nie licząc tamtego roku. 
Uwielbiam panujący na konwencie klimat i tych kolorowych ludzi. Tym razem było tak samo, choć zauważyłam strasznie malućkich osóbek rodem wziętych z gimnazjum albo podstawówki.  Może się starzeję? 

PFA5  to konwent nie tylko jak nazwa wskazuje o anime, ale o całej kulturze japońskiej oraz koreańskiej. Odbywają tematyczne prelekcje, na które przychodzą tłumy. W  tym roku spodobał mi się bestiariusz słowiański (choć z Azją ma mało wspólnego) i historia gameingu na wesoło (szkoda, że przyszłam pod sam koniec, ale było bardzo ciekawe). Na konwencie nie obejdzie się bez cosplayu! Było pełno ludzi którzy przebrali się za postacie z anime, gier i bajek. Przez te dwa dni było na prawdę kolorowo od cosplayerów i ludzi z tablicami FREE HUGS którzy liczyli na namiętne, bądź mniej namiętne uściski. 














Furorę jak co roku robiły różnego rodzaju konsole do gier. Można było się zatracić godzinami przy Guitar Hero, DRR, UltraStar, OSU, Tekkenie i Mortal Kobat na nowszych i tych starszych konsolach. Te ostatnie zrobiły na mnie wrażenie. Wiele nasłuchałam się o Comadorze, Amidze, Atari i Pegazusie od mojego kochanego staruszka, który jest koneserem gier, kina i muzyki z lat swojej młodości. Teraz miałam na własne oczy zobaczyć oczyszczone z kurzu cudeńka na grubym, kwadratowym ekranie z przed 20-30 lat jeżeli się nie mylę. Nie zapomnę również o grach planszowych, jednak byłam za bardzo wstydliwa by spróbować zagrać w coś. Chociaż koniec końców zagrałam w ostatni dzień  w szyderczą grę karcianą ,,Karty Dżentelmenów''.












Szybko wspomnę o kolorowych, zapełnionych stoiskach niczym rodem wzięte z piosenki od Marylki Rodowicz ,,kolorowe jarmarki''. Można było tam znaleźć wszystko co typowy otaku potrzebuje. Kocie uszki (oczywiście nie prawdziwe lol), mangi, słodycze, przypinki, kubki, koszulki, biżuterię i wiele wiele więcej, a nawet można było znaleźć modliszkę na sprzedaż.
 Jedyne czego mi brakowało to przepyszne sushi, na które byłam tak nakręcona, a tu zawód i niet. Nie ma. Przeżyłam tą stratę zapychając się tayiaki, popijając bubble tea.  















Czy warto brać udział w takich imprezach? No jasne, ale najlepiej jak masz znajomych z którymi możesz spędzać tam czas, bo ja osobiście robiłam za sierotkę Marysię i zabrałam ze sobą siostrę by pokazać nieco mojego świata oraz zyskać kompana. Liczcie się z tym, że trzeba mieć z tą stówkę, jeżeli chcecie nakupić japońskich słodyczy, mang lub innych pierdół. 

Jak jesteś nowy w tym zakątku internetu to zapraszam do mojego FP -> TUTAJ

2 komentarze: Leave Your Comments

  1. To musiał być cudowny konwent i cudowne wspomnienia! Zazdroszczę. Ja wybieram się na najbliższy Pyrkon, zobaczymy co z tego postanowienia wyjdzie... Świetne zdjęcia! Co ciekawego kupiłaś?
    Pozdrawiam / ksiazkiwpiekle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zastanawiam się nad Pyrkonem :D

      Usuń